Wielkim sukcesem polskiego programu świadka koronnego jest to, że żaden z nich dotychczas nie został zamordowany. Stanowi to ewenement, gdyż np. w Stanach Zjednoczonych, światowej kolebce tej instytucji, wciąż są oni eliminowani w mafijnych egzekucjach. Podobnie we Włoszech każdemu, kto wystąpił przeciwko Cosa Nostrze czy Kamorze, do końca życia towarzyszy strach.

W Polsce świat przestępczy wybrał inną drogę - odwetu zastępczego, wzorując się na chętnie stosujących tę metodę np. Włochach i Rosjanach. Uderza się w rodziny świadków koronnych, ponieważ śmierć gangstera nie ma żadnego znaczenia. Umierają oni często i w okrutny sposób, jest to wkalkulowane w ich zawód, tak jak śmierć stewardessy w katastrofie lotniczej. To nikogo nie szokuje, nie jest nadzwyczajną karą. Poza tym prokuratorzy i policjanci będą mścić się za często z trudem zwerbowanych świadków – bynajmniej nie z sympatii, po prostu od zeznań zależy ich dalsza kariera oraz awanse. Np. policjanci nachodzili Słowikową informując ją o konsekwencjach grożących za zamach na Masę. Również Krakowiak był w areszcie i na przesłuchaniach bardzo brutalnie traktowany za zlecenie zabójstw policjanta, prokuratora i świadka koronnego. Działo się to w czasie, gdy agresywni żołnierze młodego Pruszkowa polowali na Masę i okaleczyli siekierą jego szwagra (również zaangażowanego w działalność półświatka), próbując wymusić informacje o miejscu pobytu zdrajcy. Wtedy też snajper od Krakowiaka usiłował zabić w katowickim areszcie śledczym świadka koronnego posługującego się pseudonimami Łomiarz i Prezes. Spektakularne akcje pociągają jednak za sobą spektakularny odwet, gdyż godzą one w prestiż państwa i służb mundurowych.

Tymczasem rodziny świadków są bezużyteczne, co najwyżej nadają się one do instrumentalnego wykorzystania właśnie poprzez sprowadzenie na nich zagrożenia. Przykładem tego jest doprowadzenie przez rządnych sukcesu funkcjonariuszy policji do zabójstwa żony gangstera z grupy mokotowskiej – Bajbusa. Aby zmusić go do współpracy rozpuszczono plotkę, że on już kolaboruje i obciąża kolegów z gangu, co miało spalić mu drogę powrotną do świata gangsterskiego. O ochronie dla jego rodziny, w tym żony i dzieci, nikt nie myślał. Dwukrotnie podpalono mu dom, przesyłano groźby, zapowiadano zabicie dzieci. Małżonka Bajbusa została zamordowana na kobyłkowskiej ulicy niedaleko swojego domu. Sprawca oddał do niej cztery strzały. Dzieci straciły matkę. Ale Bajbus zaczął zeznawać, udało się…

Zabójstwo osoby bliskiej dla świadka koronnego nie bulwersuje polityków ani funkcjonariuszy. Zeznań ofiar zwykle i tak nikt nie potrzebuje, jako ludzie są więc dla medialnych śledztw kompletnie bezużyteczne. Jednocześnie zadane taką śmiercią cierpienia psychiczne to najdotkliwsza kara, z którą zdrajca musi żyć do końca swoich dni. W ten sposób niszczy się całe rodziny, które liczą się z tym, że „biznesmen” noszący pistolet za paskiem może pewnego dnia nie wrócić do domu, ale nie dopuszczają myśli o ryzyku pochowania dziecka lub siostry.

Hasło „pamiętaj o żonie Bajbusa” weszło na stałe do arsenału gróźb warszawskiego półświatka. W ten sam sposób grożono m.in. żonie Andrzeja Gołoty w czasie jego (później wygranych) procesów z Masą. Kolejnym przykładem tego, że w polskim półświatku nie obowiązują już zasady starej grypsery i niepisanego kodeksu gangsterskiego zabraniającego krzywdzenia rodzin konkurencji jest zabijanie dzieci.

Loczek został świadkiem koronnym w śląskim procesie Krakowiaka, który dysponował własnym szwadronem śmierci. Za kolaborację z wymiarem sprawiedliwości życiem zapłaciło jego dziecko. Policja nie dała mu jednak wiary i sprawę tej śmierci zakwalifikowała jako nieszczęśliwy wypadek nieobciążający statystyki. Później sądy nie kwestionowały jednak słów Loczka, kiedy ten prosił o dodatkowe środki ostrożności: „Boję się, że moje zeznania mogą naprowadzić na trop mojej rodziny. Chciałbym przypomnieć, że kiedy objęto mnie programem ochrony świadków, zginęło mi już jedno dziecko”.

Andrzej L. pseud. Rygus nie pozwolił zamordować swojego chorego na stwardnienie rozsiane syna Maksymiliana. Choć był bezwzględnym kryminalistą, odpowiedzialnym m.in. za kilka porwań, dał się zastraszyć, zaprzestał składania zeznań i uciekł. Po zatrzymaniu przez policję wyjaśnił do protokołu, że powodem tego były kilkukrotne zapowiedzi zgładzenia jego dziecka. Sprawy nie potraktowano dostatecznie poważnie, więc podczas pobytu w areszcie podjął decyzję o odebraniu sobie życia. Przebrał się w elegancki garnitur i powiesił. Organa ścigania udawały, że nie znają powodu tego działania, jednak zarówno wspomniane protokoły, jak i listy pożegnalne nie zostawiały tu pola dla wątpliwości. Napisał wprost: Teraz już mój syn Maksymilian będzie bezpieczny. Daję moje życie za życie mojego dziecka.

Rygus obciążył zeznaniami ludzi z grupy Grafa odpowiedzialnego za zlecenie zabójstwa Piotra Głowali oraz gangsterów od ożarowskiego bossa Piotra S. pseud. Sajur. Przed śmiercią świadek koronny miał się spotkać z parokrotnymi ostrzeżeniami ze strony osób z otoczenia właśnie Sajura. Również jego żona, na którą przypadkiem natknął się w Galerii Mokotów, przekazać miała konkretną wiadomość: „albo się wycofasz, albo Max nie będzie żył”. Parę lat później żona Sajura została uniewinniona w sprawie nakłaniania Rygusa do zmiany zeznań. Jak uznał sąd, głównie z powodu śmierci świadka koronnego nie udało się rozwiać wątpliwości czy takie groźby faktycznie miały miejsce.

Wielu małych świadków koronnych i kandydatów na świadków koronnych popełniło samobójstwa lub zmarło w okolicznościach wzbudzających wątpliwości. To mniej widowiskowy od strzału w głowę, ale w pełni bezpieczny sposób neutralizacji zagrożenia dla zorganizowanej struktury przestępczej. I nierzadko po cichu wspierany przez prokuraturę. W końcu w jej interesie pozostaje, by w statystyce znalazła się nie prestiżowa porażka, ale kolejna przypadkowa śmierć, jakich tysiąc każdego dnia. Bo tak naprawdę chodzi tylko o liczby, które dobrze wyglądają w statystykach, a nie o ludzi i ich tragedie.

Kazimierz Turaliński